wtorek, 11 października 2016

6. Od Madness

Ścisnęłam miecz w dłoni. Zamachnęłam się i rzuciłam nim z całej siły w niewidoczne pole ochronne. Liczyłam na to, że je zniszczę. Broń jednak odbiła się od niego  rykoszetem i przeleciała tuż nad głową Ashley. 
-Nie wyjdziemy stąd- powiedziałam z goryczą w głosie.
Ashley schyliła się, podniosła mój miecz i przyjrzała mu się.
-To elfie runy - wyjaśniłam widząc, że próbuje przeczytać napis wyryty na głowicy
-Co oznaczają? -zapytała.
-"Potem będzie światło..."
-Potem, czyli...po śmierci?
-Tak myślę.
-Yhm..Ostrze jest ze srebra, to dlatego te upiory już do nas nie podchodziły.
Dziewczyna oddała mi sztylet. Stałyśmy chwilę w milczeniu.
-Czy  jakiś czar bombardujący mógłby rozwalić to pole? -zapytała nagle.
-Nie wiem.Możemy spróbować.
-Tylko że...ja nie mogę rzucać zaklęć...
Widząc mój zaniepokojony wyraz twarzy, dodała:
-To długa historia.
Kiwnęłam głową, westchnęłam.
Złożyłam palce w znak, uniosłam rękę do góry, po czym wypowiedziałam magiczną formułkę. Poczułam, że moja moc słabnie...Po chwili jednak czerwone światło z wielkim hukiem wystrzeliło z mojej dłoni  ku górze.
Spojrzałam z nadzieją na moją towarzyszkę. Podeszłyśmy do jednego z kamieni, a ja wyciągnęłam rękę przed siebie.Moja dłoń nie napotkała oporu, pole ochronne zniknęło.
-Chodźmy już stąd... -szepnęła Ashley, była bardzo blada.
Nagle zrobiło się zimno...Odruchowo wyciągnęłam miecz.

Odpisz...







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz