sobota, 15 października 2016

7. Od Mist

Ponownie przeszukałam teren w poszukiwaniu źródła energii. Na próżno. Nie miałam siły, by rzucać zaklęcia. Z jednej strony było mnie ciężej namierzyć, z drugiej-byłam bezbronna. Madness też była wyczerpana. Elfy wykorzystywały do zaklęć dużo mniej mocy, ale i im kiedyś musiało jej zabraknąć. I nagle mnie olśniło. Zmienię się. Już raz się udało, może teraz też dam radę? Będę mogła się bronić.
Otoczyli nas. Upiory z kurhanów były wszędzie, zaciskały obręcz, w której byliśmy uwięzione. Madness stanęła do mnie plecami i zamłynkowała mieczem. A ja próbowałam się skupić i nie zwracać uwagi na zimno. Tak jak wtedy.

***
Siedziałam skulona w kącie piwnicy. Nie miałam jak uciec. Nie mogłam używać zaklęć, byłam zablokowana.
Minęła już druga godzina. Byłam głodna i zmęczona. Zastanawiałam się, czy nie zdrzemnąć się na chwilę, ale przeczucie podpowiedziało mi, ze lepiej czuwać. I właśnie to, że nie zasnęłam, uratowało mnie. Wejście do lochu było zabite starymi i spruchniałymi deskami, między którymi były szpary wielkości mojej dłoni. Już kilka razy próbowałam zniszczyć zaporę, lecz chroniło ją silne pole ochronne.
Z zamyślenia wyrwało mnie ciche piszczenie. Z drugiego kąta więzienia wybiegła mysz i przecisnęła się przez szparę miedzy najniższą deską a posadzką. I wtedy mnie olśniło. Bariera chroniła przed ludźmi, a nie przed zwierzętami. I przypomniałam sobie słowa Aonosa: "Animorfia jest bardzo trudną dziedziną magii. Na świecie jest bardzo mało animorfów, ponieważ tę umiejętność zazwyczaj się dziedziczy. Przemiana w zwierze wymaga ogromnych umiejętności i niebywałej potęgi. Na ziemi zaledwie stu ludzi potrafi zmienić się w zwierzę."
Kolejną godzinę spędziłam na "skupianiu się". Nie miałam pojęcia co robić. I wiedziałam, że nie ma innego wyjścia.
Jeśli przeniknę przez pole ochronnę, bez problemu rozwalę deski. A dalej... Się zobaczy.
Nagle usłyszałam kroki. Ktoś zatrzymał się przed celą. Wyciągnął coś z kieszeni czarnego płaszcza i zaczął grzebać w zamku do drzwi. Usłyszałam szczęk a potem przeciągły skrzyp, po czym drzwi rozwarły się na kilkanaście centymetrów. A ja postanowiłam nie tracić okazji.
***

Skoczyłam. Poczułam jak moje ciało bezboleśnie się rozrywa. Następnie upadłam na ziemię, lądując nieco niezdarnie, już na czterech łąpach. Rozejrzałam się. Moje źrenice maksymalnie się rozszerzyły- widziałam w całkowitej ciemności- jak kot. Jak tygrys. A to co zobaczyłam, przeraziło mnie. Dwanaście zjaw otaczało nas z wszystkich stron. Widziałam ich twarze. Zdeformowane, z zielonkawymi, mglistymi oczami. Madness głośno wciągnęła powietrze. A może cicho, tylko mój zwierzęcy słuch był wyostrzony? W ciele tygrysa czułąm się wyjątkowo dobrze. Byłam silna, i wręcz nie czułam zmęczenia. Nie wachajac się skoczyłam na jednego z upiorów. Moje ostre, tygrysie pazury rozdarły ciało zjawy. Ale ich nie dało się zabić. Ich dusze zawsze wracały i  odradzały się.
Ugryzłam go. Instynktownie wiedziałam gdzie. Co dziwne, po rozszarpaniu tętnicy- a raczej miejsca, gdzie powinna się znajdować, nie poczułam krwi. Upiór przestał się jednak ruszać, więc zwinnie odskoczyłam w kierunku następnego.

Strength of tiger
Hear i am. This is me
Odpisz bo nie mam pomysłu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz