piątek, 23 września 2016

5. Od Mist

Opuściłyśmy kurhan. Droga prowadziła najpierw ostro w górę, potem przez potężne, kamienne wrota.  Wciąż było mi zimno. Dostrzegłam, że elfka mruczy zaklęcie, następnie potarła ramiona dłońmi. Ale ja nie mogłam. On by mnie namierzył, a do tego nie mogłam dopuścić. A i tak rzuciłam już jedno zaklęcie i byłam pewna, że czarodziej już wie, gdzie jestem.
-Co to było? To w grobowcu?
-Nie mam pojęcia.
-Tego jest więcej. Pod nami, w kurhanach.
-Ja nic nie wyczuwam. Chociaż ten chłód...
-Ja też ich nie widzę. Ja... czuję.
Elfka odwróciła się i spojrzała mi w oczy. Nie starałam się uciec przed bursztynowym spojrzeniem, chociaż było dziwnie nie przyjemne.
Otworzyła usta, najwyraźniej mając zamiar coś powiedzieć, ale nie zdążyła. Jakaś nie widzialna siła odepchnęła nas w dwie przeciwne strony. Zimna fala odrętwiała i paraliżowała. Nie byłam w stanie nic zrobić, runęłam na ziemię, widząc przed sobą plecy upiora. Starając się podnieść, poczułam ból w lewej łydce. Kość- chyba żebro, która leżała na ziemi, przebiła się przez spodnie i wbiła w nogę. chwyciłam jej końcówkę i mocno szarpnęłam. Z okropnym bólem wyciągnęłam gnat, teraz cały we krwi. Wstałam na jednej nodze i rozejrzałam się. Elfka stała niepewnie z obnażoną klingą i patrzyła na mnie. Upiora nie było widać.
-Umie się teleportować. I tworzyć fale energii. -stwierdziłam
-I to wyjątkowo silne. -dodała.-dasz rady iść?-spytała, patrząc na krew na mojej łydce.
-Tak, to nic... Rzucę zaklęcie znieczulające.
-Musimy się śpieszyć. Miałaś rację, ich jest więcej.
Usiadłam i przyłożyłam dłoń do łydki. Momentalnie przestałam czuć nie tylko ból, ale też jakikolwiek dotyk w okolicach rany. Powoli wstałam i zrobiłam kilka kroków. I momentalnie otoczyłam się tarczą antymagiczną. Kasztanowłosa odbiła falę mieczem i już ciskała zaklęciami w istotę, która pojawiła się miedzy nami. Dołączyłam do niej, czując, że słabnę. No tak, dawno nie nabierałam mocy. Półelfka doskoczyła do upiora, ale jej miecz przeciął powietrze.
-Szybcy są.-mruknęła.
Spojrzała na mnie, nie chowając miecza.
-Chodź, to już niedaleko.
Poszłam za elfką i wreszcie zdałam sobie sprawę z tego, że nie mam pojęcia kim jest. Wydawała się przyjazna. Jej umysł był taki... czysty, no i mi pomagała. Ale pozory mylą.
Powoli przedzierałyśmy się przez mgłę. Upiory przemykały obok nas, jednak żaden nie ośmielił się zaatakować. Domyśliłam się dla czego- miecz mojej towarzyszki był srebrny. Teraz dostrzegłam również wyryte na nim runy. Nie zbyt dobrze znałam mowę elfów, ale rozpoznałam jeden wyraz- światło.
A moją szabelkę odebrały zbiry, służące czarodziejowi, który napadł na mnie w Aggro. Miałam długi, dwuręczny brzeszczot. Nie darzyłam go sentymentem, ale miecz to miecz- zawsze coś do obrony, gdy zawiedzie magia.
Konia też mi zabrano- tuż przed wyjazdem Aonos dał mi pieniądze i kazał kupić wierzchowca. Wybrałam ciemnogniadą klacz, średniego wzrostu, ale za to bardzo szybką. Nie zdążyłam nawet nadać jej imienia.
A wałacha, który przyniósł mnie na kurhany, ukradłam w małej wiosce, blisko Aggro, uciekając przed pościgiem. Z resztą, i tak już go pewnie nie zobaczę...
Nagle minęłam coś dużego i czarnego, chyba kamień. Spojrzałam na kasztanowłosą, która zatrzymała się kilkanaście kroków od głazu.
-Chyba zabłądziłyśmy.-mruknęła, po czym wyczarowała kulę światła i posłała ją w górę. W błekitnawej poświacie dało się dostrzec wiele podobnych eratyków. Tworzyły krąg, a my stałyśmy po jego środku.
-Spływajmy stąd. -mruknęła.
Zrobiłam kilka kroków w kierunku przestrzeni między kamieniami. Wyciągnęłam rękę i momentalnie poczułam opór. Moja dłoń zatrzymała się na czymś twardym i przezroczystym.
-Pole ochronne. Nie wyjdziemy.
Twarz elfki pozostała bez zmian. Podeszła do innej szpary między obeliskami i zamłynkowała mieczem.

niedziela, 18 września 2016

4. Od Madness

Poszłam w ślady Ashley i również przeczesałam teren. I momentalnie mnie zamurowało, nigdy nie spotkałam się z czymś takim.Upiór był na wpół martwy... Wytężyłam wzrok.
Postać miała na sobie ciemny kaptur,który uniemożliwiał mi zobaczenie jej twarzy, jeśli w ogóle ją miała...
Odruchowo rzuciłam na siebie i swoją towarzyszkę zaklęcie algizowa, które powinno ochronić nas przed negatywnymi siłami upiora.
Spojrzałam na Ashley. Widząc, że unosi rękę przed siebie, zrobiłam to samo i razem wypowiedziałyśmy formułkę. Białe snopy światła wystrzeliły z naszych dłoni w stronę tajemniczego stwora. Powaliłyśmy go na ziemie. Wątpiłam, by prędko wstał...
Zrobiłam parę spokojnych kroków w kierunku postaci i  wyciągnęłam miecz z pokrowca.
Szybkim,zdecydowanym ruchem wbiłam ostrze w pierś upiora. Zabiłam go z zimną krwią.
Uważnie przyglądnęłam się zwłoką. Postać przypominała bardziej człowieka, niż potwora. Jej bladą skórę pokrywały  wybroczyny. Dłonie zakończone były długimi, zrogowaciałymi szponami. Kiedy schyliłam się, aby  z bliska przyjrzeć się jej twarzy, ogarnął mnie przeraźliwy chłód.Oczy postaci były lodowate ...Nie chciałam dłużej w nie spoglądać, zasłoniłam martwą twarz kapturem.
Po chwili podeszła do mnie Ashley, spojrzała na trupa.
-Chodźmy stąd - powiedziała, a ja potwierdzająco kiwnęłam głową.Byłam już bardzo zmęczona...
W pośpiechu wyszłyśmy z sali.






sobota, 17 września 2016

3. Od Mist

-Nie.-odpowiedziałam po chwili wahania. Przyjrzałam się jej. Była trochę wyższa ode mnie. Miała smukłą sylwetkę i wąską, ładną twarz, z morskimi oczami, oraz kasztanowe włosy, nieco krótsze od moich. Przypominała elfa.
-Kim jesteś?-zapytała pewnym głosem.
-Nazywam się Ashley.
Na chwilę zapanowała cisza, a ja wciąż przyglądałam się kobiecie.
-Chodźmy stąd. To nie jest bezpieczne miejsce.
-Zauważyłam. Właściwie to gdzie jesteśmy?-zapytałam.
-Te kurhany nie mają konkretnej nazwy. Ale lepiej trzymać się od nich z daleka. W ogóle, jak znalazłaś się w tym grobowcu?
-Ja... błądziłam między kurhanami, zjawił się upiór. Koń mi się spłoszył, ja wleciałam na... -zamilkłam, szukając słowa.
-Na wieżę. Widziałam.
-Co to za wieże?
-Są magiczne. Upiory czerpią z nich moc. Nie wiem dokładnie, na czym to polega, ale w miejscu gdzie go przewróciłaś, mgła zniknęła. Ale co było dalej?
-I on do mnie podszedł. To coś. I chyba straciłam przytomność. Obudziłam się tutaj. A ty jak mnie znalazłaś? Pewnie wykryłaś zaklęcie?
-Zgadłaś. Dziwie się, że wcześniej go nie użyłaś. Jest przydatne w takich miejscach.
-Nie mogę. Ja... Ja muszę uciekać.-rozejrzałam się.
-Wyjście jest tam.-elfka wskazała pewien kierunek.-ale czemu? Ktoś cię goni?
Nie odpowiedziałam. Nie wiedziałam czy mogę. Nie miałam pojęcia, kim była kasztanowłosa elfka i nie wiedziałam, czy mogę jej zaufać.
-Może nie tutaj? -zaproponowałam i ponownie się rozejrzałam.
-Masz rację...
Już miałam postawić krok, gdy naglę znowu poczułam przeraźliwe zimno. Gwałtownie się odwróciłam i spojrzałam na dziewczynę. Stała wyprężona i z kamienną twarzą spoglądała w przeciwny kąt sali.
-On tu idzie.-szepnęłam.
Znowu magicznie przeczesałam teren. Teraz wyraźnie widziałam umysł towarzyszki. Nie była czystej krwi elfką, ale gen był w niej silny. I był też upiór. Dziwna, tajemnicza i martwa obecność, która zbliżała się do nas. Spojrzałam w tym samym kierunku co kasztanowłosa i wyciągnęłam przed siebie rękę.

Chcę mi się spać. Ale nie mogę bo przegram zakład.

2. Od Madness

Szłam cicho i uważnie,powoli stawiając każdy krok na zimnej,granitowej posadzce.
W ręku trzymałam jasnoniebieską kulę,która oświetlała mi drogę.Wokół panował przeraźliwy mrok.
Nagle usłyszałam ciche westchnięcie i w ciemnościach ujrzałam łunę światła, która z każdą chwilą wydawała mi się jaśniejsza.
Kiedy byłam już dostatecznie blisko,zobaczyłam twarz dziewczyny, również trzymającej kulę. Była młoda, i bardzo ładna, jej długie włosy przypominały kłosy zbóż, a oczy lazur morza... widziałam już gdzieś takie oczy.
Po chwili dziewczyna wyciągnęła bladą dłoń i złożyła palce w znak.
Wiedziałam już co  zamierzała, jednak zanim zdążyła wypowiedzieć zaklęcie, szepnęłam:
-Nie chcę ci nic zrobić...
Dziewczyna popatrzyła na mnie z niepokojem.
-Nie chcę ci nic zrobić. -powtórzyłam stanowczo. Ona nie spuszczała ze mnie wzroku, widziałam w jej oczach nie ufność. Nie wiedziałam  jak się zachować...
W końcu widząc,że ledwie stoi, zapytałam:
-Jesteś ranna?

Może być?





1. Od Mist

Skaliste zbocze było strome, a noc wyjątkowo ciemna. Przez chwilę zastanawiałam się, czy nie znaleźć łagodniejszego, ale czas gonił. Popędziłam skradzionego wałacha. Gniadek powoli i z ociąganiem stawiał każdy krok i zatrzymywał się przy każdej sposobności. Nie dziwiłam mu się- był wyczerpany, podobnie jak ja.
-Jeszcze chwila. Zaraz staniemy.-szepnęłam.
Czułam jak koń przysiada na zadzie i zapiera się nogami, żeby nie zjechać. Wydawało mi się też, że kuleje na przednią nogę. Był wyczerpany. Jechaliśmy już od kilku godzin, cały czas po stromych, kamienistych drogach. Gdy wreszcie zeszliśmy ze zbocza, widok nieco mnie zaniepokoił. Wszystko przesłaniała zielonkawa mgła. Długo wahałam się, czy nie spróbować jakoś obejść tego miejsca, ale po chwili stwierdziłam, że nie ma jak. Z strony z której przyjechałam były tylko skały, z resztą nie mogłam się wrócić. Musiałam uciekać. Zeskoczyłam z konia i rozejrzałam się. W pobliżu dostrzegłam kilka pagórków, o dziwnych, podłużnych kształtach. Koń zarżał cicho i położył po sobie uszy. Miejsce niewątpliwie było magiczne, a zwierzęta bały się magii. Powoli zagłębialiśmy się w zielonkawy gaz, a z każdym krokiem ogarniał mnie coraz większy chłód. Ponownie naszła mnie ochota rzucenia ogrzewającego zaklęcia, ale wiedziałam, że gdy to zrobię, On mnie namierzy. Prowadziłam, a raczej ciągnęłam konia w mgłę, która nadawała miejscu upiorny wygląd. Co chwila czułam lodowate podmuchy powietrza, choć gaz pozostawał bez ruchu. Wsłuchiwałam się w oddech konia, ciężki i zmęczony. Po chwili namysłu przeszukałam magicznie teren. Nie kwalifikowało się to do zaklęć, a było bardzo przydatne. Czułam coś. Otaczały mnie dziwne istoty, z którymi nie spotkałam się nigdy dotąd. Nie były do końca żywe. Nie były ludzkie, ale też nie zwierzęce. Były przerażające.Znałam umysły smoków, driad, ludzi, elfów, ale to nie było podobne do żadnego z nich. Idąc dalej zauważyłam, że gdzieniegdzie, w zielonej mgle, stały wieżyczki, złożone z równo poukładanych kamieni i kości. Ludzkich. Kilka razy prawie w nie weszłam, jednak za każdym razem udało mi się ominąć tajemnicze obiekty w ostatniej chwili. Co jakiś czas słyszałam szepty, ale gdy rozglądałam się, niczego nie dostrzegałam. Koń był coraz bardziej spięty. Uszy przylegały mu do głowy przez cały czas, czasem kopał powietrze za sobą lub lekko wierzgał. Długo błądziliśmy po uroczysku...
***
W pewnym momencie zamajaczyła przede mną mglista postać, blada, miała na sobie czarny, poszarpany płaszcz. Gwałtownie cofnęłam się i wpadłam na wałacha. Ten zarżał przeraźliwie, wyrwał wodzę, po czym stanął dęba. Próbując złapać rzemienie, zwisające mu z pyska weszłam na jedną z dziwnych wieżyczek i potknęłam się, wywracając ją. Upiór zasyczał, i przybliżył się. W mojej głowie pojawił się szum, który narastał z każdą sekundą. I I coraz większe zimno. Nie widziałam nic oprócz zielonej mgły. Leżałam pośród kamieni, pokrytych runami i kośćmi. Ludzkimi...
***
Ocknęłam się na lodowatym kamieniu, gładkim i... martwym. Nie widziałam gwiazd ani księżyca, które wcześniej delikatnie przyświecały. Nie widziałam żadnego światła, była tylko ciemność... i chłód. Bez zastanowienia wyszeptałam zaklęcie, po których w moich dłoniach pojawiła się jasna, biała kula. Chwyciłam ją w prawą dłoń i wyciągnęłam przed siebie. Ujrzałam niskie, kamienne sklepienie, pełne łuków. Stałam na środku sali, otaczały mnie kolumny. Posadzka była pokryta runami, pełna symboli, tajemniczych i mrocznych, w języku, którego nie znałam.. Zrobiłam kilka kroków, ale momentalnie się zatrzymałam. Na ziemi leżał szkielet. Po następnych kilku krokach kolejny. Nagle usłyszałam zgrzyt. Zgasiłam światło i słuchałam dalej. Ktoś się zbliżał. Słyszałam ciche kroki. Coś zabłysło i uformowało się w kulę światła, nieco większą od mojej i lekko niebieskawą. Odwróciłam się, myśląc, jakim zaklęciem mogę ugodzić.



Może teraz odpisz?