Poszłam w ślady Ashley i również przeczesałam teren. I momentalnie mnie zamurowało, nigdy nie spotkałam się z czymś takim.Upiór był na wpół martwy... Wytężyłam wzrok.
Postać miała na sobie ciemny kaptur,który uniemożliwiał mi zobaczenie jej twarzy, jeśli w ogóle ją miała...
Odruchowo rzuciłam na siebie i swoją towarzyszkę zaklęcie algizowa, które powinno ochronić nas przed negatywnymi siłami upiora.
Spojrzałam na Ashley. Widząc, że unosi rękę przed siebie, zrobiłam to samo i razem wypowiedziałyśmy formułkę. Białe snopy światła wystrzeliły z naszych dłoni w stronę tajemniczego stwora. Powaliłyśmy go na ziemie. Wątpiłam, by prędko wstał...
Zrobiłam parę spokojnych kroków w kierunku postaci i wyciągnęłam miecz z pokrowca.
Szybkim,zdecydowanym ruchem wbiłam ostrze w pierś upiora. Zabiłam go z zimną krwią.
Uważnie przyglądnęłam się zwłoką. Postać przypominała bardziej człowieka, niż potwora. Jej bladą skórę pokrywały wybroczyny. Dłonie zakończone były długimi, zrogowaciałymi szponami. Kiedy schyliłam się, aby z bliska przyjrzeć się jej twarzy, ogarnął mnie przeraźliwy chłód.Oczy postaci były lodowate ...Nie chciałam dłużej w nie spoglądać, zasłoniłam martwą twarz kapturem.
Po chwili podeszła do mnie Ashley, spojrzała na trupa.
-Chodźmy stąd - powiedziała, a ja potwierdzająco kiwnęłam głową.Byłam już bardzo zmęczona...
W pośpiechu wyszłyśmy z sali.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz