sobota, 17 września 2016

1. Od Mist

Skaliste zbocze było strome, a noc wyjątkowo ciemna. Przez chwilę zastanawiałam się, czy nie znaleźć łagodniejszego, ale czas gonił. Popędziłam skradzionego wałacha. Gniadek powoli i z ociąganiem stawiał każdy krok i zatrzymywał się przy każdej sposobności. Nie dziwiłam mu się- był wyczerpany, podobnie jak ja.
-Jeszcze chwila. Zaraz staniemy.-szepnęłam.
Czułam jak koń przysiada na zadzie i zapiera się nogami, żeby nie zjechać. Wydawało mi się też, że kuleje na przednią nogę. Był wyczerpany. Jechaliśmy już od kilku godzin, cały czas po stromych, kamienistych drogach. Gdy wreszcie zeszliśmy ze zbocza, widok nieco mnie zaniepokoił. Wszystko przesłaniała zielonkawa mgła. Długo wahałam się, czy nie spróbować jakoś obejść tego miejsca, ale po chwili stwierdziłam, że nie ma jak. Z strony z której przyjechałam były tylko skały, z resztą nie mogłam się wrócić. Musiałam uciekać. Zeskoczyłam z konia i rozejrzałam się. W pobliżu dostrzegłam kilka pagórków, o dziwnych, podłużnych kształtach. Koń zarżał cicho i położył po sobie uszy. Miejsce niewątpliwie było magiczne, a zwierzęta bały się magii. Powoli zagłębialiśmy się w zielonkawy gaz, a z każdym krokiem ogarniał mnie coraz większy chłód. Ponownie naszła mnie ochota rzucenia ogrzewającego zaklęcia, ale wiedziałam, że gdy to zrobię, On mnie namierzy. Prowadziłam, a raczej ciągnęłam konia w mgłę, która nadawała miejscu upiorny wygląd. Co chwila czułam lodowate podmuchy powietrza, choć gaz pozostawał bez ruchu. Wsłuchiwałam się w oddech konia, ciężki i zmęczony. Po chwili namysłu przeszukałam magicznie teren. Nie kwalifikowało się to do zaklęć, a było bardzo przydatne. Czułam coś. Otaczały mnie dziwne istoty, z którymi nie spotkałam się nigdy dotąd. Nie były do końca żywe. Nie były ludzkie, ale też nie zwierzęce. Były przerażające.Znałam umysły smoków, driad, ludzi, elfów, ale to nie było podobne do żadnego z nich. Idąc dalej zauważyłam, że gdzieniegdzie, w zielonej mgle, stały wieżyczki, złożone z równo poukładanych kamieni i kości. Ludzkich. Kilka razy prawie w nie weszłam, jednak za każdym razem udało mi się ominąć tajemnicze obiekty w ostatniej chwili. Co jakiś czas słyszałam szepty, ale gdy rozglądałam się, niczego nie dostrzegałam. Koń był coraz bardziej spięty. Uszy przylegały mu do głowy przez cały czas, czasem kopał powietrze za sobą lub lekko wierzgał. Długo błądziliśmy po uroczysku...
***
W pewnym momencie zamajaczyła przede mną mglista postać, blada, miała na sobie czarny, poszarpany płaszcz. Gwałtownie cofnęłam się i wpadłam na wałacha. Ten zarżał przeraźliwie, wyrwał wodzę, po czym stanął dęba. Próbując złapać rzemienie, zwisające mu z pyska weszłam na jedną z dziwnych wieżyczek i potknęłam się, wywracając ją. Upiór zasyczał, i przybliżył się. W mojej głowie pojawił się szum, który narastał z każdą sekundą. I I coraz większe zimno. Nie widziałam nic oprócz zielonej mgły. Leżałam pośród kamieni, pokrytych runami i kośćmi. Ludzkimi...
***
Ocknęłam się na lodowatym kamieniu, gładkim i... martwym. Nie widziałam gwiazd ani księżyca, które wcześniej delikatnie przyświecały. Nie widziałam żadnego światła, była tylko ciemność... i chłód. Bez zastanowienia wyszeptałam zaklęcie, po których w moich dłoniach pojawiła się jasna, biała kula. Chwyciłam ją w prawą dłoń i wyciągnęłam przed siebie. Ujrzałam niskie, kamienne sklepienie, pełne łuków. Stałam na środku sali, otaczały mnie kolumny. Posadzka była pokryta runami, pełna symboli, tajemniczych i mrocznych, w języku, którego nie znałam.. Zrobiłam kilka kroków, ale momentalnie się zatrzymałam. Na ziemi leżał szkielet. Po następnych kilku krokach kolejny. Nagle usłyszałam zgrzyt. Zgasiłam światło i słuchałam dalej. Ktoś się zbliżał. Słyszałam ciche kroki. Coś zabłysło i uformowało się w kulę światła, nieco większą od mojej i lekko niebieskawą. Odwróciłam się, myśląc, jakim zaklęciem mogę ugodzić.



Może teraz odpisz?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz