Skaliste
zbocze było strome, a noc wyjątkowo ciemna. Przez chwilę
zastanawiałam się, czy nie znaleźć łagodniejszego, ale czas
gonił. Popędziłam skradzionego wałacha. Gniadek powoli i z
ociąganiem stawiał każdy krok i zatrzymywał się przy każdej
sposobności. Nie dziwiłam mu się- był wyczerpany, podobnie jak
ja.
-Jeszcze
chwila. Zaraz staniemy.-szepnęłam.
Czułam
jak koń przysiada na zadzie i zapiera się nogami, żeby nie
zjechać. Wydawało mi się też, że kuleje na przednią nogę. Był
wyczerpany. Jechaliśmy już od kilku godzin, cały czas po stromych,
kamienistych drogach. Gdy wreszcie zeszliśmy ze zbocza, widok nieco
mnie zaniepokoił. Wszystko przesłaniała zielonkawa mgła. Długo
wahałam się, czy nie spróbować jakoś obejść tego miejsca, ale
po chwili stwierdziłam, że nie ma jak. Z strony z której
przyjechałam były tylko skały, z resztą nie mogłam się wrócić.
Musiałam uciekać. Zeskoczyłam z konia i rozejrzałam się. W
pobliżu dostrzegłam kilka pagórków, o dziwnych, podłużnych
kształtach. Koń zarżał cicho i położył po sobie uszy. Miejsce
niewątpliwie było magiczne, a zwierzęta bały się magii. Powoli
zagłębialiśmy się w zielonkawy gaz, a z każdym krokiem ogarniał
mnie coraz większy chłód. Ponownie naszła mnie ochota rzucenia
ogrzewającego zaklęcia, ale wiedziałam, że gdy to zrobię, On
mnie namierzy. Prowadziłam, a raczej ciągnęłam konia w mgłę,
która nadawała miejscu upiorny wygląd. Co chwila czułam lodowate
podmuchy powietrza, choć gaz pozostawał bez ruchu. Wsłuchiwałam
się w oddech konia, ciężki i zmęczony. Po chwili namysłu
przeszukałam magicznie teren. Nie kwalifikowało się to do zaklęć,
a było bardzo przydatne. Czułam coś. Otaczały mnie dziwne
istoty, z którymi nie spotkałam się nigdy dotąd. Nie były do
końca żywe. Nie były ludzkie, ale też nie zwierzęce. Były
przerażające.Znałam umysły smoków, driad, ludzi, elfów, ale to
nie było podobne do żadnego z nich. Idąc dalej zauważyłam, że
gdzieniegdzie, w zielonej mgle, stały wieżyczki, złożone z równo
poukładanych kamieni i kości. Ludzkich. Kilka razy prawie w nie
weszłam, jednak za każdym razem udało mi się ominąć tajemnicze obiekty w ostatniej chwili. Co
jakiś czas słyszałam szepty, ale gdy rozglądałam się, niczego
nie dostrzegałam. Koń był coraz bardziej spięty. Uszy przylegały
mu do głowy przez cały czas, czasem kopał powietrze za sobą lub
lekko wierzgał. Długo błądziliśmy po uroczysku...
***
W pewnym momencie zamajaczyła przede mną mglista postać, blada, miała na sobie czarny, poszarpany płaszcz. Gwałtownie cofnęłam się i wpadłam na wałacha. Ten zarżał przeraźliwie, wyrwał wodzę, po czym stanął dęba. Próbując złapać rzemienie, zwisające mu z pyska weszłam na jedną z dziwnych wieżyczek i potknęłam się, wywracając ją. Upiór zasyczał, i przybliżył się. W mojej głowie pojawił się szum, który narastał z każdą sekundą. I I coraz większe zimno. Nie widziałam nic oprócz zielonej mgły. Leżałam pośród kamieni, pokrytych runami i kośćmi. Ludzkimi...
***
W pewnym momencie zamajaczyła przede mną mglista postać, blada, miała na sobie czarny, poszarpany płaszcz. Gwałtownie cofnęłam się i wpadłam na wałacha. Ten zarżał przeraźliwie, wyrwał wodzę, po czym stanął dęba. Próbując złapać rzemienie, zwisające mu z pyska weszłam na jedną z dziwnych wieżyczek i potknęłam się, wywracając ją. Upiór zasyczał, i przybliżył się. W mojej głowie pojawił się szum, który narastał z każdą sekundą. I I coraz większe zimno. Nie widziałam nic oprócz zielonej mgły. Leżałam pośród kamieni, pokrytych runami i kośćmi. Ludzkimi...
***
Ocknęłam
się na lodowatym kamieniu, gładkim i... martwym. Nie widziałam
gwiazd ani księżyca, które wcześniej delikatnie przyświecały.
Nie widziałam żadnego światła, była tylko ciemność... i chłód.
Bez zastanowienia wyszeptałam zaklęcie, po których w moich dłoniach pojawiła
się jasna, biała kula. Chwyciłam ją w prawą dłoń i wyciągnęłam
przed siebie. Ujrzałam niskie, kamienne sklepienie, pełne łuków.
Stałam na środku sali, otaczały mnie kolumny. Posadzka była
pokryta runami, pełna symboli, tajemniczych i mrocznych, w języku,
którego nie znałam.. Zrobiłam kilka kroków, ale momentalnie się
zatrzymałam. Na ziemi leżał szkielet. Po następnych kilku krokach
kolejny. Nagle usłyszałam zgrzyt. Zgasiłam światło i słuchałam
dalej. Ktoś się zbliżał. Słyszałam ciche kroki. Coś zabłysło
i uformowało się w kulę światła, nieco większą od mojej i
lekko niebieskawą. Odwróciłam się, myśląc, jakim zaklęciem mogę ugodzić.
Może
teraz odpisz?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz