Szłam cicho i uważnie,powoli stawiając każdy krok na zimnej,granitowej posadzce.
W ręku trzymałam jasnoniebieską kulę,która oświetlała mi drogę.Wokół panował przeraźliwy mrok.
Nagle usłyszałam ciche westchnięcie i w ciemnościach ujrzałam łunę światła, która z każdą chwilą wydawała mi się jaśniejsza.
Kiedy byłam już dostatecznie blisko,zobaczyłam twarz dziewczyny, również trzymającej kulę. Była młoda, i bardzo ładna, jej długie włosy przypominały kłosy zbóż, a oczy lazur morza... widziałam już gdzieś takie oczy.
Po chwili dziewczyna wyciągnęła bladą dłoń i złożyła palce w znak.
Wiedziałam już co zamierzała, jednak zanim zdążyła wypowiedzieć zaklęcie, szepnęłam:
-Nie chcę ci nic zrobić...
Dziewczyna popatrzyła na mnie z niepokojem.
-Nie chcę ci nic zrobić. -powtórzyłam stanowczo. Ona nie spuszczała ze mnie wzroku, widziałam w jej oczach nie ufność. Nie wiedziałam jak się zachować...
W końcu widząc,że ledwie stoi, zapytałam:
-Jesteś ranna?
Może być?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz